Herbata

Herbata odchudzająca czerwona i pobudzająca

Dieta Medycyna Poradnik Produkty

„Cieszę się, że nie urodziłem się przed odkryciem herbaty.” Słowa wypowiedziane przez brytyjskiego polityka w XIX wieku dobrze odzwierciedlają to, jaką rolę herbata odgrywa w społeczeństwie. To nie tylko pyszny napar, który obok kawy towarzyszy rodzinnym spotkaniom, rozmowom z przyjaciółmi czy np. nauce lub czytaniu książek. To też naturalny „suplement”, który wspomaga w codziennym funkcjonowaniu każdego z nas. Doceniana za aromat i smak, a coraz częściej za wpływ na organizm.

ALE – jak wszytsko co zdrowe, w nadmiarze szkodzi. Dlatego najlepszym sposobem na to, aby herbata rzeczywiście dobroczynnie na nas oddziaływała jest umiarkowanie w ilości jej picia i różnicowanie jej rodzajów. Bo Camellia Sinensis (roślina z której pochodzi herbata) to nie tylko ta klasyczna czarna czy zielona. Ale także niebieska, czerwona, biała i żółta. Zapraszamy do lektury, w której rozpisane zostały wszystkie rodzaje herbat. Tej „prawdziwej”, czyli z formalnego punktu widzenia pochodzącej z wspomnianego powyżej krzewu Camellia Sinensis (a nie ziółek typu pokrzywa czy rumianek), który możemy spotkać w m.in. w Chinach, na Tajwanie, Indiach czy Japonii. A to, czy są czarne czy zielone, zależy od procesu jej wytwarzania. Nie pominiemy oczywiście minusów jej nadmiernego używania. Zaczniemy nietypowo, bo od herbaty, która jest najmniej popularna.

Żółta herbata

Kiedy pyta się „przeciętnych Kowalskich” o rodzaje herbat, większość wymienia najczęściej na pierwszym miejscu herbatę czarną, a następnie zieloną. Mniejsze grono dorzuci czerwony i biały kolor, jeszcze mniejsza grupa niebieską, a garstka żółtą. I trzeba to zrozumieć, ponieważ jest to najrzadziej spotykany gatunek herbaty. A skoro rzadko spotykany, to i drogi. Wiąże się to przede wszystkim z metodą jej produkcji. Polega to na tym, że wczesną wiosną zbierane są młode liście tej rośliny wraz z nierozwiniętymi pączkami. Następnie poddaje się je procesowi ogrzewania, potem studzenia, a na koniec suszenia. I tak kilka razy. Jest to zabieg fermentacji nieenzymatycznej. Ten długi proceder i ograniczony czasowo (mając na myśli okres na zebranie młodych liści) wpływa właśnie na cenę. Jednak nie jest do końca pewne czy jest to pierwotna metoda pozyskiwania tej herbaty, ponieważ oryginalny przepis z XVII wieku zaginął, zaś ten przytoczony powyżej został odtworzony w latach 80. XX wieku. Nie wiadomo na ile jest on więc zgodny z pierwowzorem.

Żółta herbata nazywana jest „cesarską”. Główna teoria mówi o tym, że jest to związane z  panowaniem w Chinach dynastii Quing. A to dlatego, że już ówczesna znajomość jej (dobroczynnych) właściwości pozwalała pić ją tylko tamtejszym cesarzom, zaś spożywanie jej przez innych, „zwykłych” śmiertelników było karane śmiercią. Jednak istnieje też teoria, iż została ona tak nazwana, ponieważ w tamtych czasach kolor żółty był kolorem cesarskim, a na takim dworze znajdowały się wyłącznie najlepsze rzeczy. I tym samym, herbata, która dzięki swym zdrowotnym predyspozycjom gościła na stole, została „siłą woli” tak mianowana.

Żółta herbata doceniana jest przede wszystkim za niską ilość kofeiny, co pozytywnie wpływa na organizm i jest bardzo dobrze przyswajana przez żołądek. Jednak największą jej zaletą jest wysoka ilość przeciwutleniaczy, które są odpowiedzialne za usuwanie wolnych rodników i tym samym przyczynia się to do spowalniania procesu starzenia organizmu. Polecana jest też osobom, cierpiącym na bóle stawów, a to dlatego, że łagodzi ona objawy chorób układu kostnego. Mogą sięgnąć po nią także ci, którzy mają podwyższone ciśnienie.

Badania nad tą herbatą wykazały, że zawarte w niej flawonoidy są dobrym środkiem zapobiegawczym w rozwoju nowotworów, a katechiny obniżają poziom cholesterolu i działają przeciwmiażdżycowo. Działa ona także oczyszczająco oraz chroni serce. Poza tym, regularne jej picie zapobiega próchnicy zębów. Dodatkowo, jest to napar, który rozrzedza krew, usprawniając przy tym funkcjonowanie tętnic.

Smak tej herbaty tylko w niewielkim stopniu przypomina zieloną, do której jest porównywana. Wyczuwalne są tutaj posmak goryczy i słodkości. Ma delikatny aromat, ale dodanie zbyt dużej ilości suszu spowoduje, że będzie bardzo kwaśna i może zniechęcić do jej spożywania na długi czas. W kolorze rzeczywiście przypomina barwę żółtą. Najlepiej parzyć ją raz w temperaturze 80-90 stopni przez 3 minuty.

Biała

Biała herbata to kolejny, wyższy (czytaj: droższy) gatunek Camellia Sinensis. Ona z kolei nazywana jest „królową herbat” czy też „naparem arystokracji”. W smaku przypomina zieloną, jednak jest od niej delikatniejsza z wyczuwalnym kwiatowym posmakiem. Podobnie jak w przypadku herbaty żółtej, tu także używa się młodych (najmłodszych) pąków i liści z tymże tych pochodzących z najwyższych gałązek. I to właśnie zapewnia tej herbacie łagodny smak. Proces jej produkcji jest, w porównaniu do pozostałych rodzajów, najprostszy i tym samym najmniej przetworzony, ponieważ listki są jedynie suszone. Szczegółowiej, polega to na tym, że krzewy herbaciane, tuż przed nadejściem wiosny, są chronione przed promieniami słonecznymi. Powodem jest zapobiegnięcie wydzielania się chlorofilu, który nadaje liściom kolor zielony. Dlatego też, napar jest tutaj srebrzysto-biały. I taka ochrona przed słońcem powoduje więdnięcie liści, które następnie się suszy. Widać to po samym suszu, którego liście, w porównaniu do innych herbat, są najmniej skręcone.

Obcując z reklamami kosmetyków można spotkać się z wymienianiem w ich składzie białej herbaty. A to za sprawą jej właściwości pielęgnacyjnych. Działa bowiem tonizująco, zaś traktowanie skóry twarzy takim naparem (w postaci toniku) zmniejsza negatywne oddziaływanie promieni UV. Zawarte w „białym” naparze antyoksydanty pomagają w regeneracji skóry, a także zwiększają jej odporność. Poza tym spowalniają proces jej starzenia i ujednolicają jej koloryt. Ale to nie wszytsko. Ta herbatka wykazuje tez działania przeciwbakteryjnie, tym samym wzmacnia odporność, a więc wskazane jest jej picie, kiedy zwiększa się ryzyko zachorowań na grypę. Jednak biała herbata ma dość sporo kofeiny (a to za sprawą młodych listków), dlatego nie powinno się jej pić późnym wieczorem, ponieważ może za bardzo pobudzić.

Bardzo fajną właściwością białej herbaty jest jej redukowanie poziomu cholesterolu, glukozy i insuliny we krwi. Dlatego też powinni sięgać po nią diabetycy. Biała  herbata to też bardzo dobry środek przeciwzapalny. Tym samym, jeśli jesteśmy narażeni na obniżenie odporności (poprzez stres, brak snu, złą dietę, zanieczyszczenie powietrza), to regularne jej picie będzie dobrą praktyką. Jest więc zdrowsza niż zielona. Ale jednocześnie droższa i dlatego też mniej popularna.

Aby jednak wykazywała swe zdrowotne zdolności, zaparzać ją należy w temperaturze 80-85 stopni prze 3 do 5 minut. Można ją parzyć do 3 razy, pamiętając, że każde kolejne zaparzanie powinno być nieco dłuższe (do minuty). Najlepiej popijać ją między posiłkami jako samodzielne „danie”. Zapijanie jej przekąskami może stłamsić jej prawdziwy smak.

A teraz trochę o wadach. Jak każda zdrowa rzecz, spożywana w nadmiarze ma skutki uboczne. Mocne napary, a także duża ilość jej picia, w tym na pusty żołądek, powoduje wydzielanie się garbników, a one z kolei podrażniają błonę śluzową. Natomiast zawarte w niej polifenole, przyjmowane w nadmiarze zakłócają wchłanianie żelaza.

Niebieska

To kolejny, „dziwny” kolor, który dla osoby niebędącej pasjonatem „azjatyckiego napoju” jest egzotyczny. Choć na wstępie warto tu zaznaczyć, że napar nie jest tu koloru nieba, a przypomina mieszankę zielonej i białej. Zaś w smaku jest mieszanką czerwonej i zielonej. Ona z kolei jest nazywana „herbatą Czarnego Smoka”, co wiąże się z pewną chińską legendą. W jej przypadku pokrewne nazwy to: szmaragdowa, turkusowa, oolong i wulong.

Z pewnością obiło Wam się o uszy, że aby pozbyć się tłuszczyku, należy pić czerwoną herbatę. Okazuje się jednak, że jej niebieski odpowiednik ma jeszcze lepsze działanie w tej kwestii. To zasługa teiny, która nakręca metabolizm, co pozytywnie wpływa na spalanie kalorii. Poza tym, przyspiesza usuwanie płynów z organizmu. Z racji tego, nieuniknione jest częste odwiedzanie toalety. I tutaj drobna uwaga, która będzie też wadą tej herbaty. Nie wolno przesadzać z jej ilością, ponieważ może to doprowadzić do przesuszenia organizmu i wypłukania dość istotnych mikroelementów czy też minerałów z organizmu. Ale skoro wspomnieliśmy o oczyszczaniu, to niebieski napar dobrze sprawdza się jako „odkurzacz” zbędnych substancji, które doprowadzają do takich chorób jak cukrzyca czy nadwaga.

Inną i bardzo cenną „czyszczącą” sposobnością niebieskiej herbaty jest jej pozytywny wpływ na wątrobę i serce. Obniża bowiem cholesterol i dzięki temu, tętnice są mniej narażone na zwężanie. Usprawnia to tym samym krążenie.

W kwestii „urodowej”, zawarte tu przeciwutleniacze usuwają wolne rodniki, co zwiększa szanse na zachowanie skóry w młodości na dłuższy czas. Badania wykazały również, że ta herbata pozwala również zmniejszyć zmiany skórne i wypryski. Jednak to nie jedyna ich rola. Chronią one także przed chorobami nowotworowymi, udarem mózgu i miażdżycą.

„Smoczą” herbatę najlepiej jest pić na godzinę przed lub po jedzeniu, a to dlatego, że taniny tu zawarte powstrzymują wchłanianie żelaza. Optymalna temperatura wody do zaparzenia to 90-95 stopni. I tak przez 3 minuty. Jeżeli zależy nam na zwiększeniu aromatu, dodajmy więcej suszu. Wydłużenie czasu parzenia nic tu nie pomoże.

Produkcja niebieskiej herbaty jest dość pracochłonna. Tuż po zerwaniu listków, są one wystawiane na słońce, którego promienie powodują ich więdnięcie. Wtedy to, woda wyparowuje, a jej miejsce zastępuje powietrze. Wówczas, rozpoczyna się fermentacja enzymatyczna, inaczej nazywana oksydacją. Kolejnym etapem jest wrzucenie suszu do wiklinowego kosza i potrząsanie nimi, aby w ten sposób brzegi liści wykruszyły się. Celem tego jest wspomaganie fermentacji. Trwa to do momentu, aż liście nabiorą czerwono-zielonego odcienia.  I z racji tego, że herbata niebieska jest półfermentowana (od 10% do 70%), w pewnym momencie proces ten jest przerywany, a liście poddawane są podgrzaniu w temperaturze 250 stopni. Ostatnie etapy to: rolowanie, skręcanie i formowanie listków. Wspomniana już półfermentacja wpływa na smak. Im mniej fermentowana tym smak łagodniejszy, bardziej przypominający zieloną. Im wyżej, tym aromat mocniejszy, orzechowy przypominający czerwoną.

Czerwona

Czerwona herbata ma to do siebie, że albo się ją lubi, albo nie. Ma to związek z jej specyficznym smakiem i zapachem. W pierwszym aspekcie, jest on ziemisty, czasem drzewny i to głównie stanowi barierę do jej spożywania, często zrażając do siebie konsumentów, których kubki smakowe nie tolerują takich naparów. Analogicznie jest z zapachem, który przypomina mokrą ziemię.

Czerwony kolor tej herbaty jest zasługą procesu produkcji. Jest ona bowiem poddawana częściowej fermentacji mikrobiologicznej. Polega to na wystawieniu suszu na długotrwałe działanie mikroelementów. To one rozpoczynają dojrzewanie herbaty. W pewnym momencie jest to przerywane, a liście moczy się i przykrywa materiałem. Takie leżakowanie trwać może od 3 do 60 lat.

Jej z kolei zostało przydzielone miano „pogromcy tłuszczu”. Zawdzięcza to oczywiście swym właściwościom, jakimi są przyspieszenie procesu trawienia oraz redukcja trójglicerydów i cholesterolu. Jednak przypisywanie wyłącznie tych cech czerwonej herbacie jest krzywdzące, ponieważ ma one inne, wartościowe właściwości. To, co istotne, to to, że dzięki zawartości polifenoli, ma ona działanie antynowotworowe, zwalcza wolne rodniki, chroni przed nadciśnieniem tętniczym oraz miażdżycą. I choć wykazuje działania oksydacyjne, to już nie w tak silnym stopniu, jak jej „rodzeństwo”. Te same polifenole przyczyniają się również do redukcji tkanki tłuszczowej.

Jak każda herbata, „pogromca tłuszczu” posiada też kofeinę, która to działa wolniej niż w pozostałych naparach i dopiero po pewnym czasie. Ta kofeina zaczyna oddziałowywać dopiero w jelitach, a nie jak inne herbaty i kawy, w żołądku, do którego trafia szybciej.

Na tym nie koniec. Czerwona herbata działa też pozytywnie na stan uzębienia, a konkretniej chroni zęby przed próchnicą. Poza tym, dobrze sprawdza się w leczeniu grypy, przeziębienia, stanów zapalnych jamy ustnej czy też przy biegunce. A to za sprawą zwalczania bakterii i wirusów. Pozostając w temacie jamy ustnej, to zawarty w tej herbacie fluor i wapń wzmacnia zęby i kości.

Czerwona herbata działa tez na urodę, ponieważ oczyszczając organizm z toksyn przyczynia się do poprawy wyglądu skóry i włosów. Zawiera też cynk, który  pomaga przy trądziku. Dzięki obecności manganu, białka, kofeiny i olejków eterycznych, wspomaga i poprawia pamięć.

Zaparza się ją wodą o temperaturze 90-95 stopni przez 3-5 minut. Jeden susz można zalewać 3 razy. I tak jak w przypadku niebieskiej, tą też należy pić na godzinę lub godzinę po posiłku, ze względu na hamowanie wchłaniania żelaza. I także: w przypadku chęci wypicia mocniejszego naparu, dodajmy więcej suszu. Natomiast z racji swych rozgrzewających właściwości, dobrze sprawdza się pita jesienią i zimą.

Nadmiar szkodzi i nie jest to żadne odkrycie. Pita w dużych ilościach odwadnia organizm, wypłukuje potas, co może spowodować złe samopoczucie, omdlenia czy też skurcze mięśni.

Zielona

Chyba najbardziej doceniana wśród herbat, jeśli chodzi o walory zdrowotne i tuż obok czarnej, najbardziej popularna. Dlatego nie ma problemu z jej dostępnością. Smak ma łagodny i kwiatowy i chyba dlatego ma wielu zwolenników.

Jej wytwarzanie polega na zebraniu liści, które tuż po zerwaniu poddawane są procesowi więdnięcia, a potem podgrzania. Po to, aby uniknąć fermentacji. Następnie skręca się ją i suszy. Takie zabiegi utrzymują naturalny, zielony kolor tej rośliny.

Zielona herbata zawiera w sobie szereg substancji odżywczych, które to pozytywnie wpływają na funkcjonowanie organizmu. Są nimi chociażby przeciwutleniacze, jakimi są katechiny i polifenole. Dzięki nim, usuwane są wolne rodniki przyczyniające się do powstawania nowotworów. Bardzo pozytywnie wpływa na układ krążenia. Regularne jej picie usuwa z ścian naczyń krwionośnych złogi, dzięki czemu te stają się bardziej przepuszczalne. Poza tym, zmniejsza lepkość płytek krwi.

Nie pozwala też na zbytnią zuchwałość złemu cholesterolowi, przeszkadzając w jego wchłanianiu, minimalizuje poziom trójglicerydów, a to przyczynia się do poprawy funkcjonowania serca. To też prowadzi do tego, że zielona herbata to dobry środek na unikniecie miażdżycy czy udaru mózgu. Zawarta w zielonym naparze kofeina pobudza, ale też poprawia sprawność umysłową. Kiedy jest spożywana regularnie, zawarte w niej składniki chronią mózg przed różnymi formami demencji starczej, zmniejsza ryzyko zachorowania na arteriosklerozę, a także zapobiega depresji. Poza tym zmniejsza zachorowalność na  Alzheimera. Zaś zawarte tu witamina B i polifenole zmniejszają uczucie głody i przyspieszają trawienie.

W branży kosmetycznej zielona herbata ma za zadanie opóźniać starzenie skóry. Tak też dzieje się, kiedy dostarczamy ją od wewnątrz. Dzięki oksydantom, uwalniane są wolne rodniki, co przyczynia się do spowalniania procesu pojawiania się zmarszczek i przebarwień. Działa ona również antycellulitowo.

Zielona herbata nie byłaby sobą, gdyby nie chroniła przed infekcjami. To ponownie zasługa katechin w niej zawartych. Razem z garbnikami bronią nasz organizm i zwiększają jego odporność. Pita regularnie minimalizuje ryzyko zachorowania na grypę.

Jej bakteriobójcze działanie dotyczy nie tylko wirusów w głębi organizmu, ale także tych w jamie ustnej. Toteż, zielona herbata to dobry środek przeciwpróchniczy, który za sprawą fluoru wzmocni szkliwo.

Jednak nie ma tak bardzo dobrze i pita w dużych ilościach pokazuje swą gorszą stronę. Minusy picia tego naparu związane są z jej dużą ilością. I tak, może przyczyniać się do anemii, ponieważ nadmiar polifenoli hamuje wchłanianie żelaza. Nadużywanie zielonej herbaty (poprzez obecność kofeiny) to też droga do: nerwowości, przyspieszonego bicia serca, podniesienia ciśnienia, bólów głowy, bezsenności, zaburzeń snu, zgagi czy zespołu jelita drażliwego. Z kolei, kobiety w ciąży powinny ograniczać jej spożywanie. Duża ilość kofeiny negatywnie wpływa na płód.

Dodatkowo, pita na pusty żołądek, podrażnia go. Źle współpracuje też z lekami. Nie należy więc popijać leków tą herbatą. Kolejna istotna rzecz: jej nadmiar wypłukuje żelazo. I choć wspomaga stan jamy ustnej, to w nadmiarze zostawi na ząbkach brzydki osad.

Wskazane jest, aby zaparzać zieloną herbatę we wcześniej nagrzanym wrzątkiem i wytartym do sucha kubku czy filiżance. Odpowiednia temperatura na napar to 70-85 stopni. Optymalny czas to 2-3 minut. Im liście bardziej rozdrobnione, tym parzy się szybciej. Zieloną herbatę można parzyć nawet trzykrotnie, a każde parzenie to inne właściwości. Tym samym: pierwszy, pobudza i orzeźwia. Dobrze jest ją pić w trakcie nauki, ponieważ usprawnia proces pamięci i koncentracji. Jednak warto przy tym pamiętać, że parzenie nie może być dłuższe niż 3 minuty. Im dłużej, tym kofeina ulatnia się. Drugie i trzecie parzenie relaksuje i jest bardziej aromatyczne.

Czarna

Dotarliśmy w końcu do tej najbardziej rozpowszechnionej, która na półkach w sklepie czy herbaciarniach jest dostępna zawsze i wielu wariantach smakowych. Ten rodzaj jest jednym z najbardziej popularnych na świecie. Kolor ma jasno lub ciemnoczerwony. Smak wyraźny i aromatyczny, ale jeśli ma taki być, napar musi być… ciepły. Wystudzony nie zapewni już takich walorów smakowych.

Zanim czarna herbata stanie się czarną herbatą, przechodzi przez cztery etapy. Najpierw następuje więdnięcie, drugie w kolejności jest skręcanie liści, potem fermentacja a na samym końcu suszenie. Ostatni proces trwa do kilku godzin. Po jego zakończeniu, liście są zwijane, aby je rozdrobnić.

Mimo iż w wyniku całkowitej fermentacji wiele jej składników „ubożeje”, to nadal jej napar wykazuje szereg prozdrowotnych właściwości. Po kolei. Czarna herbata wpływa pozytywnie na układ pokarmowy, gdzie ułatwia trawienie cięższych posiłków. Zawarta tu tanina, która wiąże toksyny, bardzo przydaje się więc w przypadkach zatruć pokarmowych. To też kolejny rodzaj herbaty, który pozytywnie wpływa na układ krwionośny oraz serce, poprzez rozszerzanie naczyń krwionośnych. Dzięki temu minimalizuje zachorowanie na miażdżycę. Zaś zasługą zawartych w niej flawonoidów jest przeciwdziałanie zakrzepom krwi i wzmacnianie naczyń krwionośnych.

Picie długo parzonej czarnej herbaty, dzięki wydzielającym się wówczas garbnikom, zmniejsza ryzyko zachorowania na raka. Takie dłuższe parzenie ma jednak swoje wady: herbata staje się gorzka i niekiedy wywołuje zgagę. I kolejna uwaga: duża ilość „drogocennych” garbników to ryzyko zmniejszenia wchłaniania mikroelementów oraz minerałów. Czarna herbata jest też dobrym, ale też zdrowym energetykiem, który pobudzi i doda „skrzydeł”. A to za sprawą kofeiny. Nie można też zapomnieć o zawartym w niej fluorze, który wzmacnia szkliwo zębów, chroni przed próchnicą oraz redukuje ilość niechcianych bakterii w jamie ustnej.

Dobrą i polecaną praktyką jest wcześniejsze ogrzanie wrzącą wodą naczynia, w którym będzie się pić herbatę. Ma to zapewnić jej najlepszy aromat i walory smakowe. Woda powinna być miękka.
Czas jej parzenia uzależniony jest od jej gatunku, twardości wody oraz stopnia rozdrobnienia suszu. Uśredniając, w wodzie miękkiej i drobnych liściach, powinny być to 3-4 minuty, zaś w wodzie twardej nieco dłużej. I jako, że przy parzeniu i piciu jesteśmy, to cytryna bądź miód wrzucone do wrzątku tracą swe właściwości! Jeśli zależałoby nam na orzeźwieniu i pobudzeniu, parzmy herbatę 3 minuty. Wówczas teina nie zwiąże się z garbnikami. Im dłużej zaparzamy, tym działa ona relaksująco.

Wykorzystywana jest także w przemyśle kosmetycznym, i tak jak w przypadku stosowania jej od wewnątrz, tak i jako składnik kremów, toników czy żeli poprawia kondycję skóry, opóźniając proces jej starzenia. Odpowiedzialne za to flawonoidy (przede wszystkim katechiny) zwalczają wolne rodniki a skóra dłużej pozostaje napięta. One też, wzmacniają naczynia krwionośne.

Jest też dobrym materiałem na okłady. Będą one łagodzić poparzenia słoneczne, pomogą przy trądziku. Mogą też w niej tez płukać włosy osoby z łupieżem. Pozbywać się opuchlizny z oczu. Jak się okazuje, okłady z herbaty pomagają też przy chorobach grzybiczych i owrzodzeniach. W naparze można także moczyć stopy by pozbyć się nieprzyjemnego zapachu.

A teraz trochę mankamentów: nadużywanie tego „napoju” powoduje powstawanie kwasu solnego, który szkodzi osobom zmagającym się z wrzodami. Poza tym, teina w dużym stężeniu skutkuje problemami z zaśnięciem, drżeniem mięśni, szybszą pracą serca czy zawrotami głowy.

I na koniec ciekawostka – czarna herbata podnosi poziom testosteronu i libido.

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o